wtorek, 3 grudnia 2013

Pasterz - Anna Sailamaa




„Pasterz” jest komiksową pocztówką z fińskiej prowincji, tej głębokiej, która – podobnie jak popegeerowska polska wieś – nie interesuje nikogo. Komiks cechuje poetycki dokumentalizm kojarzący mi się z filmem „Kes” Kena Loacha, sztandarowym dziełem z nurtu brytyjskiego kina społecznego. Anna Sailamaa również opowiada o relacji człowiek – ptak, z tą jednak różnicą, że w jej albumie ptak jest martwy. Bohater opowieści znajduje go, idąc rano do pracy w lokalnej piekarni. Wieczorem kupuje flaszkę, siada obok truchła i upija się do nieprzytomności.

Album Sailamy jest próbą metaforycznego oddania społecznych nastrojów. Znam uczucie, o którym opowiada, więc nietrudno mi odczytać ową metaforę: ludzie z prowincji migrują do większych miast, tak jak ptaki, które odlatują na południe. Ten, kto zostaje, komu nie udało się z jakiegoś powodu wyjechać w odpowiednim momencie, jest niczym martwy łabędź. W zawartych w „Pasterzu” scenkach z życia prowincji, a nawet w poszczególnych, pozornie opisowych kadrach, możemy odnaleźć wskazówki do odczytywania przeszłych i przyszłych losów bohatera. Wszystkiemu temu towarzyszy silne uczucie straty, niepokoju oraz zmarnowania życiowych szans.



W innych gałęziach kultury o takich dziełach jak komiks Anny Sailamy zwykło się mówić, że to „sztuka dla sztuki”, „twór kierowany do krytyków”, za nic mający oczekiwania przeciętnego odbiorcy. Może i jest w tym trochę racji. W związku z tym, czytelniku, lojalnie uprzedzam: „Pasterz” nie jest tytułem dla osób szukających w tym medium ciekawych historii i ładnych rysunków. To dzieło osobne, poetyckie, nie żywiące jakichkolwiek komercyjnych aspiracji, twór artysty poszukującego, ale niekoniecznie znajdującego.

Nie jest to też rozbuchana narracyjnie powieść graficzna, którą w Polsce zazwyczaj utożsamiana się z tak zwanym „ambitnym komiksem”. „Pasterz” to album awangardowy, stworzony z eksperymentalnym zacięciem, stawiający na impresyjność. Warstwa plastyczna jest tu ponura, uboga i turpistyczna, a kompozycje poszczególnych ilustracji na planszy wywodzą się bezpośrednio z filmowych sposobów kadrowania, tak jakby do ich stworzenia posłużyła seria reportażowych zdjęć z miejsca, w którym diabeł mówi dobranoc.

 Dzięki wydawnictwu Centrala przynajmniej raz na jakiś czas recenzent może się poczuć jak prawdziwy „krytyk sztuki”. Oto bowiem w ofercie poznańskiej oficyny pojawia się kolejny komiks nie mający na celu przypodobania się komukolwiek. I z dużą dozą prawdopodobieństwa okaże się on tytułem, który zginie w zalewie pozycji bardziej przyjaznych czytelnikowi.



„Pasterz” nie jest komiksem ani złym, ani dobrym, choć o jego domniemanej wartości mogą świadczyć nagrody, które autorka zdobyła w krajach skandynawskich. To dzieło mające stanowić pretekst do dyskusji, do której chyba nikt nie jest u nas gotowy: ani czytelnicy, ani krytycy. A nawet gdyby znalazł się śmiałek skłonny podnieść rękawicę, nikogo tego typu dyskusje nie będą obchodzić. Podobnie jak fińska i polska prowincja. 

Brak komentarzy: